Menu

StraszliwaBuchling

Recenzje książkowe.

Mo Yan „Żaby”.

straszliwabuchling

Zapraszam dzisiaj na recenzję powieści obyczajowej dla odmiany po tych kilku książkach podróżniczych, które ostatnio recenzowałam. Powieść, która w mocny sposób opisuje jak wyglądała polityka kontroli urodzeń w Chinach.

abyTytuł: Żaby.

Tytuł oryginału: Wā.

Autor: Mo Yan.

Seria/cykl: Don Kichot i Sancho Pansa.

Data premiery: 28 maja 2014.

Wydawnictwo: W.A.B.

Liczba stron: 541.

Mo Yan, naprawdę nazywa się Guan Moye, a jego pseudonim oznacza „Ten, który nie mówi”, co jest ciekawym wyborem, bowiem jego literatura mówi wiele.

Była to w zasadzie moja pierwsza styczność z twórczością tego chińskiego noblisty i nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać. Pierwsze strony były dość trudne w odbiorze ze względu na specyficzny styl, ale również nagromadzenie wielu dziwnych imion (np. Chen Nos, Yuan Policzek, Li Ręka, Wan Noga itp.). Jednak z tokiem postępowania fabuły wciągałam się w nią coraz bardziej i nie gubiłam się już w gąszczu dziwnych imion bohaterów, a czytanie jej szło mi coraz płynniej.

Główną bohaterką tej opowieści jest Wan Serce, dziewczyna z małej wioski, która jako pierwsza wykształciła się na położną. Najpierw za cel postawiła sobie rozprawienie się z „babkami”, czyli tradycyjnymi wiejskimi akuszerkami, które najczęściej doprowadzały do śmierci dzieci i matek (często równocześnie). Dzięki temu zyskała uznanie i zaufanie mieszkańców swojej wioski, a z czasem całego powiatu. Później wierna partii komunistycznej bezkompromisowo wprowadzała politykę kontroli urodzeń. Przy pomocy aborcji do ostatnich miesięcy ciąży, wazektomii, zastraszania oraz obław na kobiety, które zaszły w nielegalną ciążę.

Zawsze miałam świadomość, że w Chinach istnieje coś takiego jak kontrola urodzeń. Zawsze o tym wiedziałam, ale na tej wiedzy jednocześnie się zatrzymywałam. Nie miałam zielonego pojęcia o tym, jak wiele cierpienia i tragedii kryje się za tym pozornie zwyczajnym rozporządzeniem. Czy ideologia dobra narodu, przynosząca w następstwie rozbite rodziny, choroby psychiczne mężów i bezsenność katów jest słuszna? Czy można budować szczęście na cierpieniu i śmierci? Odpowiedź jednak nie jest wcale taka jednoznaczna i łatwa.

Mo Yan porusza tematykę trudną, ale prawdziwą jednocześnie. Nie można jej podsumować jednym zdaniem, ale nie da się również zignorować, zwłaszcza w dobie obecnych dyskusji w naszym kraju nad ustawą antyaborcyjną.

Muszę przyznać, że jest to książka, która zupełnie niespodziewanie trafiła do grona moich ulubionych. Opisy, które wcześniej czytałam nastawiały mnie raczej na kolejną ckliwą historię o macierzyństwie, jednak to, co w „Żabach” odnalazłam kompletnie mnie zaskoczyło - wspaniałe, wyraziste postacie, których nie sposób jednoznacznie ocenić; fabuła, która jest prosta i niezwykła zarazem; rewelacyjne zestawienie ludzkich emocji i wrażliwości z surowością i „bezdusznością systemu”. „Żaby” to książka, która czasem bawi i rozluźnia, a czasem przytłacza i skłania do refleksji. Dla mnie jest to jedna z tych książek, które zmieniają sposób patrzenia na świat, na ludzi i na ich decyzje.

„Ale taka jest historia, a w historii liczy się tylko rezultat, a nie środki. Ludzie widzą Wielki Mur i egipskie piramidy i inne wielkie budowle, ale nie widzą stosów białych kości, które pod nimi leżą. W ostatnich dwudziestu latach naród chiński ekstremalnymi metodami ograniczył w końcu gwałtowny przyrost. Można powiedzieć, że uczynił to nie tylko dla własnego rozwoju, ale dla całej ludzkości. W końcu wszyscy żyjemy na tej malutkiej planecie. Jej złoża też są ograniczone, a raz zużyte nie dadzą się odtworzyć. Z tego punktu widzenia krytyka Zachodu wobec chińskiej polityki kontroli urodzeń jest często niesprawiedliwa.”

Moja ocena: 8/10.
Pozycja zdecydowanie warta polecenia.

© StraszliwaBuchling
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci