Menu

StraszliwaBuchling

Recenzje książkowe.

Wojciech Cejrowski „Rio Anaconda”.

straszliwabuchling

Jakoś tak wkręciłam się ostatnio w książki podróżnicze, reportaże. Może dlatego, że są wakacje i człowiek sam by po świecie pojeździł i pozwiedzał, a nie bardzo ma jak. Taka próba kompensacji sobie tego, czego się nie ma. ;) Dzisiaj na tapecie książka, dla wielu osób, już kultowa.

rio_anacondaTytuł: Rio Anaconda.

Autor: Wojciech Cejrowski.

Seria/cykl: Biblioteka „Poznaj świat”.

Data premiery: 2006.

Wydawnictwo: Bernardinum.

Liczba stron: 440.

Wojciech Cejrowski, podróżnik, fotograf, dziennikarz. Chyba każdy w Polsce tego pana kojarzy, prawda? Przynajmniej z wyglądu. Budzi kontrowersje, bo swobodnie wypowiada swoje, nie zawsze popularne poglądy. Podróżować zaczął z powodu niechęci do polskiej zimy. Rozmiłował się w poznawaniu Ameryki Łacińskiej, poznając zwyczaje Indian.

„Rio Anaconda” zabiera czytelnika w niesamowitą, pełną przygód podróż, w najdziksze zakątki świata, do tropikalnej puszczy na pograniczu Kolumbii i Brazylii. W miejsce, którego nie znajdziemy na żadnej mapie.

„Tu lepiej nie być przesadnie upartym. Ani dociekliwym. Ani nieznajomym. Ani wojskowym. Ani urzędnikiem. Ani turystą. Ani cudzoziemcem. Na kolumbijskich Llanos najlepiej w ogóle nie być. Jeśli się nie musi.”

Jednak niektórzy, jak widać muszą, inaczej się uduszą. Dzięki takim ludziom, podróżnikom, my możemy zwiedzać świat ich oczami, nie ruszając się z ulubionego fotela. Razem z Cejrowskim odwiedzimy wioski indiańskie. Poznamy zarówno Szczepy Zewnętrzne, które mają niewielki kontakt z cywilizacją, ale również Szczepy Wewnętrzne, które osiedliły się w głębokiej dżungli, poza zasięgiem ludzkiego oka i działania. Lepiej się tam nie zapuszczać, bo grożą nam bliżej niekreślone Tajemnicze Niebezpieczeństwa. Mnie już wyjątkowo odstraszają szerszenie, mrówki długości jednego cala i wszędobylskie jadowite węże. Przewodnikiem, a także jak sam autor go nazywa, Aniołem Stróżem , naszego podróżnika jest szaman plemienia Carapana - Angelino. Później, na Dzikich Ziemiach, prawdziwy Czarownik, z którym autor porozumiewa się bez słów, telepatycznie, za pomocą serca i myśli.

Czytając tę historię, dowiemy się między innymi:
- dlaczego świnia to wybawca rozbitków,
- jak się pływa łodzią indiańską „na ucho”,
- jak smakuje Zupka Codzienna (jest nawet przepis),
- dlaczego od mrówek więdnie pinga,
- dlaczego Indianie powtarzają „Coca es regalo del Dios, cocaina es regalo del diablo” 
i wielu innych, ciekawych rzeczy.

Jednym słowem, nie przypominam sobie drugiej takiej książki, przy której mój uśmiech rozszerzał się coraz bardziej i bardziej, aż do niebezpiecznych rozmiarów. Autor w doskonale przystępny i humorystyczny sposób przybliża nam życie Dzikich na Ziemi Carapana, ich kulturę. Pisze o nich z szacunkiem. Wypierani przez cywilizację, przenosili się coraz dalej w głąb Dzikich Ziem. Prawdopodobnie jesteśmy ostatnim pokoleniem, które ma szansę oglądać ich na żywo, jak twierdzi autor. Następne pokolenia będą ich poznawać jedynie z książek. Bo jak Cejrowski przewiduje, niedługo ślad po nich zaginie.
Autor pozmieniał nazwy rzek, poplątał wątki, żeby nikomu nie przyszło do głowy pojechać i szukać Dzikich Plemion.

I mimo tego, że Cejrowski snuje swą opowieść z niesamowitą swadą i poczuciem humoru, to w głębi duszy człowiekowi robi się smutno i przykro, że niedługo „niecywilizowane” plemiona Indian zostaną rozjechane przez walec „cywilizacji”, a powstrzymać tego nie sposób. Kibicuję im jednak, żeby udało im się zaszyć w tak niedostępnych miejscach, żeby „cywilizacja” ich nie znalazła. Najlepiej w ogóle.

Na koniec muszę wspomnieć o pięknym wydaniu książki. Dopracowana do perfekcji. Biały, kredowy papier, twarda okładka, kolorowe zdjęcia (również samego autora), a także zaskakująca zabawa słowem sprawiają, że jest to wspaniała uczta dla zmysłów. Obojętnie, czy się pana Cejrowskiego lubi, czy nie, książkę naprawdę warto przeczytać.

Moja ocena: 8/10.
Polecam.

 

© StraszliwaBuchling
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci