Menu

StraszliwaBuchling

Recenzje książkowe.

Jakub Małecki „Dygot”.

straszliwabuchling

Witajcie. Prawie dwa tygodnie niczego nie publikowałam. Wynikło to z ogólnego kryzysu czytelniczego, ale także ze względu na „ciężar” książki, którą chciałabym dzisiaj omówić. Zapraszam więc na nową recenzję.

dygot

Tytuł: Dygot.

Autor: Jakub Małecki.

Data premiery: 7 października 2015.

Wydawnictwo: Sine Qua Non.

Liczba stron: 320.

Jakub Małecki to pisarz, tłumacz i publicysta równocześnie. Wydał, jak dotąd osiem książek. Najpierw tworzył w stylistyce fantasy, którą porzucił na rzecz realizmu, a nawet realizmu magicznego.

„Dygot” jest w zasadzie sagą rodzinną, w której poznajemy losy trzech pokoleń dwóch rodzin: Łabendowiczów i Geldów. Mimo wszystko, główną postacią wokół której oscyluje fabuła jest Wiktor Łabendowicz - chłopiec, a później młodzieniec, z małej wsi Piołunowo w Wielkopolsce, który cierpi na albinizm. Drugą, po Wiktorze, postacią jest Emilia Gelda, która pochodziła z Koła (nota bene rodzinnej miejscowości autora) i mając kilka lat została okaleczona na wskutek eksplozji granatu oraz pożaru jaki z tego wynikł. Mamy więc dwójkę "odmieńców", którzy jakoś próbują poukładać sobie życie. W tle opisu życia tych trzech pokoleń mamy również zawirowania dziejowe - najpierw realia przedwojennej polskiej wsi, II wojnę światową, lata PRL-u i współczesność.

Ta powieść jest jak jej okładka. Dziwna, ale równocześnie intrygująca. Okładka kojarząca się z magazynem mody albo czasopismem lifestyle’owym - na pierwszy rzut oka wydaje się nie pasować do treści, jest w niej jednak coś, co koreluje ze snutą przez autora historią. Omówić fabułę nie jest łatwo, żeby nie zdradzić zbyt wiele, a jeszcze trudniej jest ją jakoś sklasyfikować. Na myśl nasuwa mi się jednak hasło realizm magiczny, bo choć jest w „Dygocie” nuta fantastyki, całość trudno jest do gatunku tego przypisać. „Dygot” to także pewne swojskie tajemnice, mrok i sekrety, nieco dziwności i przede wszystkim głębia. I prawda.

Małecki nie ma typowo lekkiego i przyjemnego stylu. Jest to bardziej wymagające, ale przy tym i bardziej poetyckie, co jest dobrym określeniem, choć nie wyczerpuje tematu. Jest również lirycznie, co także dobrze oddaje słowa i frazę, ale nadal nie do końca. Na pewno nie jest przesadnie kwieciście. To styl ciekawy i w pewien sposób twardy, przyjemnie współgrający z treścią. Oryginalny.

„Dygot” to naprawdę mocna, dająca do myślenia literatura. To lektura o życiu, o bólu istnienia, o nadziei, o miłości, o dorastaniu i szukaniu swojej tożsamości, ale przede wszystkim o odmienności i próbach radzenia sobie z nią.

Nie ukrywam, że nie czytało mi się tej książki łatwo, musiałam ją sobie dawkować jak gorzkie lekarstwo. Może dlatego, że rozpacz odmieńców wyziera z każdej jej strony, a szczęście pojawia się rzadko i trwa jedynie przez moment. Brak zrozumienia dla inności i strach przed nią to tylko dwa z wielu powodów pogłębiającego się z każdą stroną wyobcowania. A później pojawia się już tylko samotność.

Mimo wszystko uważam, że to oryginalna i niebanalna propozycja literacka, która jest godna polecenia i uwagi. A i sam autor wart jest śledzenia jego kariery. Dlatego polecam „Dygot” waszej uwadze.

Moja ocena: 8/10.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Natalia] *.dynamic.chello.pl

    Zastanawiałam do czy warto sięgać po te pozycje, ale miałam ogromne wątpliwości. Teraz nie mam żadnych. Muszę przeczytać "Dygot"!

© StraszliwaBuchling
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci