Menu

StraszliwaBuchling

Recenzje książkowe.

Haruki Murakami „Kafka nad morzem”.

straszliwabuchling

Dobry wieczór wiosennie. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam recenzję, która jest dla mnie wyjątkowa, ponieważ była chyba najtrudniejsza, ze wszystkich dotychczasowych, do napisania. Wynika to ze specyfiki stylu autora i mojego sentymentu do niej. Jak sobie z tym poradziłam? Zapraszam do lektury. :)

kafka_nad_morzem

Tytuł: Kafka nad morzem.

Tytuł oryginału: Umibe-no Kafuka.

Autor: Haruki Murakami.

Seria/cykl: -.

Data premiery: 31 stycznia 2007.

Wydawnictwo: Muza.

Liczba stron: 624.

Haruki Murakami (japońska forma to Murakami Haruki – w Japonii najpierw podaje się nazwisko a później imię) to aktualnie najbardziej znany i popularny pisarz japoński, do tego tłumacz literatury amerykańskiej (przełożył z angielskiego utwory takich autorów jak m.in. Francis Scott Fitzgerald, Raymond Carver, John Irving, Truman Capote) i eseista. Urodził się w 1949 roku w Kioto, lecz dorastał w Kobe. Studiował na Wydziale Literatury tokijskiego Uniwersytetu Waseda teatrologię, w tym pisanie scenariuszy i tam poznał swoją żonę Yoko. Po studiach prowadził własny klub jazzowy „Peter Cat” w dzielnicy Kokubunji w Tokio, do czego często nawiązuje w swoich książkach. Jest także biegaczem, uczestnikiem maratonów i entuzjastą triatlonu, chociaż biegać zaczął dopiero w 33 roku życia (czyli 3 lata po wydaniu pierwszej książki) – w 1996 roku udało mu się przebiec ultramaraton (100 km trasy dookoła jeziora Saroma na Hokkaido).

Okres studiów Murakamiego przypadł na lata 1968-1975, czyli czas kiedy to fala gwałtownych protestów i strajków studenckich ogarnęła większość uczelni w Japonii, a do największych doszło na Uniwersytecie Tokijskim – w 1968 roku studenci rozpoczęli okupację kampusów, wznosili barykady na korytarzach i w aulach, odwołano zajęcia; ponieważ spór narastał 18 stycznia 1969 roku policja przypuściła szturm i wiele osób ucierpiało, gdyż studenci postanowili się bronić przy pomocy kamieni i koktajli Mołotowa. Dlaczego o tym w ogóle wspominam? Pomimo tego, że strajki studenckie nie dotyczyły aż w takim stopniu Uniwerytetu Waseda, który jest szkołą prywatną, to jednak tamte wydarzenia mocno zapadły w pamięć Murakamiemu i bardzo często do nich nawiązuje w swojej twórczości.

„Kafka nad morzem” to książka pierwotnie wydana w 2002 roku i 10 powieść w dorobku Murakamiego. Głównym bohaterem jest piętnastoletni Kafka Tamura, który ucieka z domu, ponieważ ciąży na nim klątwa ojca. Jego matka odeszła 11 lat wcześniej z adoptowaną starszą siostrą Kafki, nie pozostawiając po sobie śladu. Z Tokio, z Nogaty w dzielnicy Nakano, gdzie mieszkał do tej pory, udaje się na Shikoku, co jest przypadkowo wybraną lokacją. W ten sposób trafia do Takamatsu i prywatnej Biblioteki im. Kōmury. Spędza tam swój czas, czytając książki, co jednak zwraca uwagę pracującego tam pana Ōshimy – ponieważ trwa wciąż rok szkolny, więc domyśla się, że Kafka uciekł z domu, bowiem piętnastoletni chłopcy przesiadujący całymi dniami w bibliotece nie są powszechnym zjawiskiem. Dyrektorką Biblioteki im. Kōmury jest pani Saeki – niepozorna, ale specyficzna i tajemnicza kobieta, która w pewnym momencie zyska kluczowy wpływ na dalsze życie Kafki.

Równocześnie autor przedstawia nam drugą bardzo ważną postać w tej powieści – pana Nakatę. Pan Nakata to ekscentryczny staruszek, analfabeta, który jednak posiada jedną nadzwyczajną umiejętność – potrafi rozmawiać z kotami. Po wielu dziwnych i niepokojących zbiegach okoliczności także zaczyna zmierzać w kierunku Shikoku. W przypadku pana Nakaty taka podróż nie należy do łatwych, ponieważ po pierwsze nie wie dokładnie gdzie chce dotrzeć (ciągle jak mantrę powtarza, że jak będzie na miejscu, to będzie wiedział czy to to miejsce gdzie miał być), a po drugie nie umie czytać, więc jest zależny od życzliwości i pomocy obcych ludzi. Traf chce, że na drodze pana Nakaty pojawia się niejaki Hoshino (kierowca ciężarówki i fan drużyny bejsbolowej Chūnichi Dragons z Nagoyi), który zaintrygowany staruszkiem i jego podobieństwem do własnego dziadka, postanawia mu pomóc dotrzeć do nieznanego celu. Autor zapoznaje nas również z przeszłością pana Nakaty, gdzie wyjaśnia się, że jego ułomności są wynikiem tajemniczego wypadku w górskim lesie w trakcie II wojny światowej.

Akcja biegnie dwutorowo i naprzemiennie – raz z perspektywy Kafki, a raz z perspektywy pana Nakaty. Rozdziały o Kafce mają narrację pierwszoosobową i narratorem jest właśnie Kafka, natomiast w rozdziałach o panu Nakacie autor zastosował narrację trzecioosobową. Język, jakim posługuje się Murakami jest piękny, bardzo przemyślany i nieprzypadkowy. Opisuje realny świat, dodając do niego coraz więcej nadnaturalności i surrealizmu, otaczając oniryczną atmosferą. Niejednoznaczni i nietypowi bohaterowie, których kreuje wzbudzają dużą sympatię i przywiązanie odbiorcy, ponieważ z każdym z nich łatwo się w jakich sposób utożsamić. Nie ma tu galopującej akcji, fabuła posuwa się naprzód małymi kroczkami, co nie znaczy, że niewiele się dzieje. Murakami ma taką specyficzną umiejętność, że kreując swój świat, który jest realistyczny i dodając do niego coraz więcej dziwnych zjawisk, i tak sprawia, że jest to wiarygodne, że odbiorca jest w stanie uwierzyć w te nadnaturalne elementy.

W tym miejscu muszę się przyznać, że nie jest to moja pierwsza styczność z prozą tego autora. Ba! To nie jest nawet moja pierwsza styczność z tą konkretną powieścią, ponieważ pierwszy raz czytałam ją 10 lat temu, tuż po tym jak została w Polsce wydana. Co jakiś czas jednak wracam do „Kafki nad morzem”, tak jak teraz, w celu weryfikacji czy uwielbienie jakim obdarzyłam styl Murakamiego przetrzymuje próbę czasu i moje nabieranie doświadczenia życiowego, a także rozwijanie gustu literackiego. Jak wyszło tym razem? Odpowiem na samym końcu tej recenzji.

Styl Murakamiego w „Kafce nad morzem” łączy w sobie postmodernizm, surrealizm, realizm, realizm magiczny i bildungsroman (z niem. powieść o formowaniu – autor przedstawia w niej psychologiczne, moralne i społeczne kształtowanie się osobowości głównego i na ogół młodego bohatera). Pomimo tego, że Murakami jest Japończykiem, to „Kafka nad morzem” jest mocno osadzona w kontekście tzw. kultury Zachodu, która zdaje się bardzo fascynować autora. Głównym motywem tej powieści jest zresztą przełożenie na współczesne japońskie realia mitu o Edypie – jest to coś, co rzuca się od razu w oczy, przy pierwszym czytaniu tej lektury. Bardzo ważny jest tu motyw samej klątwy i jej oddziaływanie na życie bohatera, a przede wszystkim próby nie dopuszczenia do jej ziszczenia się, co powoduje tym szybsze zmierzanie w kierunku jej spełnienia – jest to antyczne rozumienie ironii losu, bowiem to paradoksalnie cnoty, a nie wady bohatera generują jego upadek. Pojawia się tu również motyw labiryntu wewnątrz człowieka i jego wewnętrznej ciemności w konfrontacji z labiryntem na zewnątrz i ciemnością poza człowiekiem. Czy, wiedząc o klątwie ciążącej na nas, jesteśmy w stanie faktycznie nie dopuścić do jej spełnienia? Czy jednak jesteśmy zabawkami w rękach losu, którego nie mamy mocy kreować sami? A może jest to coś na kształt samospełniającej się przepowiedni? Czyli dowiadując się o klątwie, zostajemy zaprogramowani i cały schemat naszego postępowania będzie nas prowadził do z góry narzuconego nam finału? Murakami zmusza do postawienia wielu pytań, ale na żadne nie udziela odpowiedzi.

Zawsze bardzo urzeka mnie fakt, że bohaterowie powieści Murakamiego, jeśli wykonują jakieś codzienne czynności, takie jak gotowanie, zawsze robią to z niezwykłą starannością, pietyzmem, a wręcz oddaniem - że jest to coś, co daje im pewną radość, spokój, satysfakcję. Szczęście zaklęte w małych, powtarzalnych czynnościach, z których składa się nasze życie. Widzę w tym nawiązanie do filozofii zen i prawdopodobnie jest to jedyny wpływ dziadka pisarza, który był buddyjskim duchownym, na jego twórczość.

Sama historia nie jest niczym nowym, autor sprawnie żongluje nawiązaniami do popkultury (pułkownik Sanders, Johnnie Walker), literatury i muzyki (Beethoven, Haydn) oraz bawi się konwencją. Dzięki temu powstała trudna proza w przyjemnej formie, choć z pewnością nie każdemu się spodoba.

Odpowiadając na pytanie, jakie postawiłam w trakcie tej recenzji – czy „Kafka nad morzem” wytrzymał próbę czasu w moim przypadku? Tak, wytrzymał, tym razem wczytałam się w tę powieść głębiej i zauważyłam więcej odniesień i kontekstów, ale to tylko wpłynęło na tym większy zachwyt nad sprawnością Murakamiego w opisywaniu wrażeń i odczuć. Nie potrafię być obiektywna wobec tej książki, ponieważ w szczególny sposób chwyta mnie za serce i śmiem wciąż twierdzić, że jest to jedna z najlepszych książek jakie było mi dane przeczytać.

Moja ocena: 10/10.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [ytr0001] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    O, Twoja recenzja przypomniała mi o tej książce, aż nabrałam ochoty, aby ją sobie przypomnieć, choć pewnie nic z tego nie wyjdzie w najbliższym czasie, ponieważ czekają inne, nieczytane książki ;). Też jestem ciekawa, jak bym ją teraz odebrała, bo czytałam ją niby tylko niecałe dwa lata temu, ale zarazem byłam bardziej "nieopierzoną" czytelniczką. ;) Widzę to chociażby po porównaniu tych moich dawnych wrażeń z Twoją recenzją - czytając Twój tekst przypomniało mi się, że miałam podobne odczucia, ale były zupełnie nieuporządkowane i nie potrafiłam ich ująć odpowiednio w słowa; teraz nie tylko przypomniały mi się różne elementy książki (np. ten wewnętrzny labirynt, o którym wspominasz), ale i się uporządkowały. :)
    Dodatkowo podobała mi się nota biograficzna, nie wiedziałam wielu z wymienianych przez Ciebie rzeczy o Murakamim. :)

  • straszliwabuchling

    A powiem Ci, że naprawdę trudno mi było uporządkować myśli, żeby jakoś sensownie opisać moje przemyślenia dotyczące tej książki. Cieszę się, że udało mi się przypomnieć Ci niektóre elementy i zachęcić do ponownej lektury. :)
    Co do notki biograficznej, to opierałam się głównie na angielskiej Wikipedii, a napisałam aż tyle rzeczy o nim, bo... widzę, że mają mniejszy bądź większy wpływ na to, co pisze. ;)

  • Gość: [ytr0001] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Zgadzam się, ja też to zauważyłam, nawet przy swojej małej wiedzy na temat jego życia, więc coś w tym jest. Tak samo główni bohaterowie (tj. mężczyźni) są do siebie bardzo podobni z charakteru i odnoszę wrażenie, że są trochę alter ego Murakamiego. ;)

© StraszliwaBuchling
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci