Menu

StraszliwaBuchling

Recenzje książkowe.

Abby Geni „Strażnicy światła”.

straszliwabuchling

Witam słonecznie i wiosennie. Dość długo nie publikowałam niczego nowego. Cóż... Piękna pogoda wywabiła mnie z mojej jaskini trochę do ludzi i jakoś przy okazji zabrakło weny do pisania. Nic to. Dzisiaj wracam do Was z nową recenzją i obiecuję, że teraz będę nadrabiać ten okres milczenia. :)

stranicy_wiata

Tytuł: Strażnicy światła.

Tytuł oryginału: The Lightkeepers.

Autor: Abby Geni.

Seria/cykl: - .

Data premiery: 17 marca 2017.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece.

Liczba stron: 320.

Abby Geni to amerykańska pisarka młodego pokolenia. Jak dotąd napisała dwie książki – jedną z nich jest wydany 2013 roku zbiór opowiadań „The Last Animal”. „Strażnicy światła” to debiut powieściowy tej autorki, który został okrzyknięty debiutem roku 2016 przez księgarnię Barnes & Noble.

Główną bohaterką „Strażników światła” jest Miranda, typ niespokojnego ducha, która jest zawodowym fotografem dzikiej przyrody i zjeździła już w zasadzie cały świat w ramach swojej pracy. Dowiaduje się o rezerwacie na Wyspach Farallońskich i postanawia wyjechać tam na rok, żeby uwieczniać tamtejszy dziki krajobraz oraz zwierzęta. Poza Mirandą na wyspie mieszka tylko sześcioro dość ekscentrycznych naukowców, zajmujących się badaniem miejscowych gatunków ryb, szczególnie rekinów żerujących w pobliskich wodach, oraz ptaków morskich i fok. Po około 3 miesiącach od przyjazdu na wyspę Miranda zostaje zaatakowana przez jednego z mieszkańców. A kilka dni później ta konkretna osoba zostaje znaleziona martwa w okolicznościach, które wskazują na nieszczęśliwy wypadek. Generalnie z biegiem czasu pani fotograf coraz bardziej zaczyna się czuć na wyspie jak w domu, coraz bardziej przywiązuje się do tego miejsca, a równocześnie zachęcona przez Galena zagłębia się w historię i legendy, w których tę lokalizację określano mianem „Wysp Umarłych”. Niestety, wraz z upływem czasu, pojawiają się kolejne akty przemocy, co sprawia, że Miranda nabiera podejrzeń wobec swoich towarzyszy i przestaje komukolwiek ufać. Co tam się właściwie dzieje i dlaczego?

Akcja powieści została umiejscowiona na faktycznie istniejących Wyspach Farallońskich, zwanych przez Indian także Wyspami Umarłych, które leżą na Pacyfiku około 50 kilometrów od San Francisco. W odległej przeszłości ludzie wyprawiali się na te wyspy w celu pozyskiwania jaj ptasich i foczych skór, później powstała tam latarnia morska, a wkrótce także radiostacja. Jest to ścisły rezerwat, tylko jedna z całej grupy wysp jest zamieszkana przez biologów, bowiem na Farallonie istnieje największa w Stanach Zjednoczonych (nie licząc Alaski i Hawajów) kolonia ptactwa morskiego, do tego migrują tam również słonie morskie, pływa sporo żarłaczy białych, a także można obserwować pływacze szare oraz długopłetwce oceaniczne (humbaki).

Miranda jako główna bohaterka, jest ciekawą postacią. Fotograf przyrody, dobrowolna nomada, nigdzie nie zostaje dłużej niż kilka tygodni czy miesięcy, nigdzie nie zapuszcza korzeni, nie czuje przywiązania do żadnego miejsca, aż do momentu zobaczenia w folderze zdjęć Wysp Umarłych. Okazuje się, że to miejsce przyciąga ją jak magnes, więc sama walczy o to, żeby dostać pozwolenie na przebywanie tam i uwiecznianie go na swoich zdjęciach. Poznaje tamtejszych rezydentów: Galena, Foresta, Micka, Andrew, Lucy i Charlene – jest to cała populacja wyspy, która mieszka w niedużej, wspólnej chacie, gdzie ptasie wszy, myszy i przeciekający dach są normą i gdzie, siłą rzeczy, nie ma miejsca na prywatność czy wielkie emocje. Każdy w tym miejscu po prostu wykonuje swoją pracę. Bohaterowie zostali dość ciekawie nakreśleni, chociaż nie da się z nimi zżyć ani nawet za bardzo ich polubić. Brakuje w nich trochę życia i jakiejś namiastki większych emocji, które mogłyby się udzielić czytelnikowi. Ta sama przypadłość dotyczy również głównej bohaterki, która mimo wszystko różni się od reszty i jest postacią najbardziej tajemniczą. Niemniej jednak brakuje w tym wszystkim bardziej wiarygodnych portretów psychologicznych.

Fabuła poprowadzona jest dość spokojnie, nie galopuje, więc jeśli ktoś lubi szybką akcję oraz niesamowite zwroty tejże, raczej może się poczuć rozczarowany. W „Strażnikach światła” akcja rozwija się stopniowo i skupia się głównie na badaniach dotyczących konkretnych zwierząt oraz pracy fotografa dzikiej przyrody, co jest moim zdaniem przyjemnym zaskoczeniem i sporym plusem. Język stosowany przez autorkę jest przyjemny, przejrzysty, przy opisach bardzo poetycki, ale równocześnie nieutrudniający odbioru.

Największym atutem tej powieści jest pomysł na fabułę i miejsce akcji będące w pewnym sensie krańcem świata oraz surowość i mrok spowijający Wyspy Farallońskie. Co prawda, po opisie i oficjalnych recenzjach spodziewałam się czegoś, co wbija w fotel, a dostałam całkiem dobry thriller, ale jednak nie taki, który swoją nieprzewidywalnością zaskakuje odbiorcę. Nie chcę przez to nikogo zniechęcać do lektury „Strażników światła”, ponieważ pomimo pewnych mankamentów uważam ją za dobrą i wartą przeczytania książkę. Radzę po prostu nie nastawiać się na „efekt wow”, a wtedy prawdopodobnie będziecie usatysfakcjonowani tą lekturą.

Bardzo chciałabym podziękować Stowarzyszeniu Sztukater za udostępnienie mi egzemplarza recenzenckiego.

Moja ocena: 6/10.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Biały Notes] *.internetdsl.tpnet.pl

    Moim zdaniem w tej książce jest za mało akcji i rozwija się ona stanowczo zbyt wolno. Atmosfera jest jednak wyjątkowa - to chyba najbardziej klimatyczna powieść, jaką kiedykolwiek czytałam. No i te cudne opisy przyrody! <3

  • straszliwabuchling

    Masz rację - jeśli idzie o samą akcję to jest zdecydowanie za mało dynamiczna, ale z drugiej strony ma swój niebanalny klimat właśnie poprzez te niesamowite opisy przyrody. Poza tym generalnie trochę irytował mnie fakt braku wyjaśnienia co było nie tak z Mirandą, że nie pamiętała pewnych wydarzeń - czy to odruch obronny organizmu na traumę czy np. choroba psychiczna? Ale to takie tam moje marudzenie. ;) W każdym razie powieść mi się podobała, ale przez swoje (jednak istotne) mankamenty nie mogłam jej wyżej ocenić, a szkoda.

© StraszliwaBuchling
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci